Szesnaście lat. Tyle trwała sprawa, która zaczęła się w 2010 r. od zwykłego pisma do starosty z prośbą o interwencję w sprawie hałasu z zakładu obróbki kamienia, a skończyła 21 kwietnia 2026 r. wyrokiem Naczelnego Sądu Administracyjnego. Mieszkanka nie dostała nic. Ani decyzji ograniczającej hałas, ani nawet merytorycznego rozstrzygnięcia — postępowanie umorzono jako bezprzedmiotowe, a wszystkie instancje to umorzenie zaakceptowały.
Na pierwszy rzut oka to jedna z setek spraw hałasowych, które rocznie przechodzą przez starostwa. W rzeczywistości NSA sformułował w niej tezę, która przesuwa granicę ochrony akustycznej w Polsce — i robi to w kierunku, którego nie da się wyczytać wprost z brzmienia ustawy. Decyzja o dopuszczalnym poziomie hałasu przestaje przysługiwać każdemu, kto faktycznie mieszka w zasięgu oddziaływania zakładu. Dla każdego, kto przygotowuje analizy akustyczne, karty informacyjne przedsięwzięcia albo raporty oddziaływania na środowisko, jest to orzeczenie do przeczytania w całości, a nie do odnotowania w przypisie.
Co się właściwie wydarzyło
Stan faktyczny jest tu ważniejszy niż zwykle, bo cała teza NSA jest z niego wyprowadzona.
Rzecz dzieje się na terenie po dawnej Hucie Szklary w powiecie ząbkowickim, na Dolnym Śląsku. Poprzemysłowy krajobraz, resztki zakładowej infrastruktury, a pomiędzy nimi działający legalnie zakład obróbki kamienia należący do spółki jawnej. Skarżąca kupiła od gminy budynek, który wcześniej pełnił funkcję zaplecza socjalnego huty — formalnie lokal użytkowy. W umowie sprzedaży znalazła się klauzula o przeznaczeniu usługowo-mieszkaniowym. Nowi właściciele przystosowali obiekt do zamieszkania. Nie uzyskali jednak decyzji o zmianie sposobu użytkowania; przeciwnie, decyzją z 14 września 1999 r. odmówiono zmiany sposobu użytkowania lokalu użytkowego na mieszkalny.
W 2010 r. do Starosty Ząbkowickiego wpłynęło żądanie interwencji. Starosta zrobił dokładnie to, co powinien: wystąpił do Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska we Wrocławiu (Delegatura w Wałbrzychu) o pomiary hałasu, a na ich podstawie 11 października 2010 r. wydał decyzję nr WRŚ-76422/1/10 ustalającą dopuszczalny poziom hałasu przenikającego do środowiska. Wydawało się, że sprawa jest zamknięta.
Nie była. Samorządowe Kolegium Odwoławcze uchyliło decyzję i przekazało sprawę do ponownego rozpatrzenia, wskazując m.in. na potrzebę ustalenia przeznaczenia nieruchomości w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego. Starosta wystąpił do Urzędu Miejskiego w Ząbkowicach Śląskich o informację o etapie prac planistycznych, dowiedział się, że plan ma być gotowy na początku 2012 r., i postanowieniem z 6 kwietnia 2011 r. zawiesił postępowanie do czasu jego uchwalenia.
Potem następuje w aktach dziura, którą uzasadnienie kwituje zwrotem „po znacznym upływie czasu”. Plan częściowo powstał — uchwała Rady Miejskiej Ząbkowic Śląskich z 30 grudnia 2013 r. nr LI/106/2013 — ale objął teren fragmentarycznie. Działka kluczowa dla sprawy okazała się objęta planem w 37%, i to w części opisanej jako tereny dróg publicznych. Pozostałe 63% pozostało poza planem.
Organ przystąpił więc do tego, co nakazuje art. 115 ust. 3 Prawa ochrony środowiska przy braku planu miejscowego: do oceny faktycznego zagospodarowania i wykorzystania terenu oraz terenów sąsiednich. 7 kwietnia 2020 r. przeprowadzono analizę terenową obejmującą trzydzieści kilka działek. Wynik: składowany kamień, utwardzone place, blaszane budynki gospodarcze, sprzedaż pojazdów, nieużytek po zlikwidowanej linii kolejowej, drogi publiczne, transformator, zakład cięcia kamienia. Przeważające przeznaczenie — przemysłowo-usługowe, z przewagą przemysłowego. Budynki, w których faktycznie ktoś mieszka, to w większości dawne zaplecze socjalne huty, przekształcone przez nabywców bez decyzji o zmianie sposobu użytkowania.
6 października 2021 r. Starosta umorzył postępowanie. SKO w Wałbrzychu utrzymało decyzję w mocy 1 grudnia 2021 r. WSA we Wrocławiu oddalił skargę wyrokiem z 24 stycznia 2023 r. (II SA/Wr 106/22). NSA oddalił skargę kasacyjną.

Teza, która zmienia praktykę
Sedno rozstrzygnięcia NSA brzmi tak: ustalenie, że teren jest faktycznie zagospodarowany pod zabudowę mieszkaniową, wymaga spełnienia dwóch warunków łącznie. Po pierwsze, muszą funkcjonować w obrocie prawnym zezwolenia pozwalające zrealizować na tym terenie zabudowę mieszkaniową. Po drugie, taka zabudowa musi się tam faktycznie znajdować — i to na podstawie tych zezwoleń.
Sąd rozpisał to na dwie konfiguracje, w których decyzji z art. 115a wydać nie można:
- zezwolenia są, ale zabudowy mieszkaniowej faktycznie nie ma — wówczas na obszarze oddziaływania zakładu nie istnieje zabudowa, która inkorporowałaby interesy prawne osób fizycznych w obniżeniu poziomu hałasu;
- zabudowa jest, ale nie jest usankcjonowana aktami stosowania prawa (pozwoleniem na budowę, decyzją o zmianie sposobu użytkowania lokalu) ani przepisami planu miejscowego — wówczas, jak ujął to NSA, interesy osób wykorzystujących nieruchomość do celów mieszkaniowych bez podstawy prawnej nie mogą korzystać z wyższego standardu ochrony niż interesy przedsiębiorcy działającego w granicach uzyskanych zezwoleń.
Warto zauważyć, na czym polega zabieg interpretacyjny. Artykuł 113 ust. 2 pkt 1 Prawa ochrony środowiska mówi o zróżnicowaniu dopuszczalnych poziomów hałasu „w zależności od faktycznego zagospodarowania” terenów. Słowo „faktyczne” sugeruje kryterium czysto obiektywne: patrzymy, co na gruncie stoi i do czego służy. NSA wypełnił to pojęcie treścią normatywną — faktyczne zagospodarowanie mieszkaniowe to takie, które jest jednocześnie zagospodarowaniem legalnym. Fakt bez tytułu prawnego przestaje być prawnie relewantnym faktem.
To rozstrzygnięcie ma swoją logikę i trudno mu odmówić spójności aksjologicznej. Przyznanie ochrony akustycznej samowoli oznaczałoby, że przedsiębiorca działający zgodnie z prawem ponosi konsekwencje cudzego naruszenia Prawa budowlanego. Sąd wprost stwierdził, że nałożenie limitów hałasu wiązałoby się w tej sytuacji z wprowadzeniem dodatkowych, nieobowiązujących dotychczas obostrzeń wobec podmiotu, który ma wszystkie wymagane prawem zezwolenia.
Drugie kryterium — to, o którym ustawa milczy
I tu dochodzimy do fragmentu, który zasługuje na uważniejsze czytanie, niż zwykle dostaje w streszczeniach.
NSA napisał, że nałożenie limitów hałasu w związku z sąsiadującą zabudową mieszkaniową byłoby dopuszczalne „jedynie wówczas, gdyby zabudowa mieszkaniowa istniała na terenie oddziaływania przed rozpoczęciem funkcjonowania zakładu, a nadto jedynie przy zastrzeżeniu, że byłaby ona zgodna z prawem”.
Kryterium pierwszeństwa czasowego nie występuje ani w art. 113 ust. 2 pkt 1, ani w art. 114, ani w art. 115, ani w art. 115a Prawa ochrony środowiska. Nie ma go również w rozporządzeniu Ministra Środowiska z 14 czerwca 2007 r. w sprawie dopuszczalnych poziomów hałasu w środowisku. Ustawodawca nie uzależnił standardu akustycznego terenu od tego, co powstało wcześniej — zakład czy dom. Jest to konstrukcja bliska anglosaskiej doktrynie coming to the nuisance, wyprowadzona tu z ważenia interesów i z zasady zaufania do państwa, ale niemająca oparcia w tekście przepisu.
Praktyczne konsekwencje mogą być dalekosiężne. Jeżeli czytać ten fragment dosłownie, to legalnie wybudowany dom, który powstał po uruchomieniu zakładu — na przykład na podstawie decyzji o warunkach zabudowy wydanej w sąsiedztwie istniejącej hali produkcyjnej — również nie uzasadniałby wydania decyzji z art. 115a. To wykładnia idąca znacznie dalej niż to, czego wymagało rozstrzygnięcie tej konkretnej sprawy. Zabudowa skarżącej była nielegalna i już samo to przesądzało wynik; rozważanie o pierwszeństwie czasowym nie było do rozstrzygnięcia potrzebne.
Nie twierdzę, że NSA chciał wywrócić system ochrony akustycznej. Twierdzę, że sformułowanie jest szersze niż stan faktyczny, który je uzasadniał, i że w kolejnych sprawach będzie po nie sięgać strona przedsiębiorcy — bo jest wygodne, kategoryczne i pochodzi z wyroku prawomocnego, opublikowanego z tezą aktualną. Warto śledzić, jak ten fragment będzie cytowany przez SKO i wojewódzkie sądy administracyjne w ciągu najbliższych dwóch lat.
Jak organ ustala teren chroniony akustycznie, gdy nie ma planu
Drugi zarzut skargi kasacyjnej dotyczył czegoś, co w praktyce budzi więcej sporów niż sama kwalifikacja terenu: sposobu wyznaczenia obszaru, na który oddziałuje zakład. Skarżąca podnosiła, że organ wskazał kilkadziesiąt działek bez wyjaśnienia, dlaczego akurat te.
NSA zarzut oddalił, ale jego argumentacja jest instruktywna. Sąd wskazał, że obszar oddziaływania zakładu przyjęto tak, jak ustalił go Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska podczas pomiarów w 2010 r. — jako organ wyspecjalizowany w tego rodzaju pomiarach — i że skarżąca nie wskazała, które działki nie powinny się w tym obszarze znaleźć ani które bezpodstawnie pominięto. Zarzut ograniczał się do braku wykazania przesłanek, bez merytorycznego podważenia samego wyniku.
To jest wskazówka procesowa o dużej wartości, działająca w obie strony. Organ, który przejmuje zasięg oddziaływania z pomiarów akredytowanego podmiotu, ma mocną pozycję. Strona, która chce ten zasięg zakwestionować, musi zrobić to konkretnie: wskazać działkę, podać powód, najlepiej przedstawić własne obliczenia lub pomiary. Ogólnikowy zarzut naruszenia art. 7, art. 77 § 1 i art. 107 § 3 k.p.a. nie wystarczy — i to jest najczęstszy błąd w skargach hałasowych.
Warto też odnotować, jak organ prowadził ustalenia dowodowe. Nie poprzestał na ewidencji gruntów i budynków. Uzasadnienie wprost odróżnia zapis ewidencyjny („zurbanizowane tereny niezabudowane lub w trakcie zabudowy”, „inne tereny zabudowane”) od stanu prawnego zabudowy, i to ten drugi okazał się rozstrzygający. Wizja terenowa z 7 kwietnia 2020 r., wypis i wyrys z planu, historia decyzji administracyjnych dotyczących sposobu użytkowania obiektów — dopiero razem te źródła dały podstawę do kwalifikacji. Sama ewidencja gruntów jako dowód przeznaczenia akustycznego terenu jest w świetle tego wyroku dowodem niewystarczającym.

Co z tego wynika dla dokumentacji środowiskowej
Tu potrzebna jest ostrożność, bo wyrok bywa już cytowany szerzej, niż na to zasługuje.
Sprawa dotyczyła instrumentu naprawczego wobec istniejącego zakładu — decyzji z art. 115a Prawa ochrony środowiska, wydawanej po stwierdzeniu przekroczenia. Nie dotyczyła oceny oddziaływania planowanego przedsięwzięcia na etapie postępowania w sprawie decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach. To dwa różne reżimy prawne, z różnymi funkcjami i różnym standardem ostrożności. Przeniesienie tezy o „legalnej zabudowie” wprost do karty informacyjnej przedsięwzięcia byłoby nadużyciem.
Co nie znaczy, że wyrok nie ma dla nas znaczenia. Ma, i to w kilku miejscach.
Kwalifikacja receptorów przy braku planu miejscowego
Art. 115 ust. 3 stosujemy w analizach akustycznych rutynowo — i rutynowo opieramy się na ortofotomapie, ewidencji gruntów oraz wizji terenowej. Wyrok pokazuje, że w sytuacji spornej ten zestaw może okazać się niewystarczający, jeżeli obiekt o wyglądzie mieszkalnym nie ma statusu mieszkalnego. W analizie akustycznej dla terenu poprzemysłowego, popegeerowskiego, pokolejowego albo powojskowego warto sprawdzić, czy „domy” na ortofotomapie mają pozwolenie na budowę i właściwy sposób użytkowania. Adnotacja o źródle kwalifikacji każdego receptora — plan miejscowy, decyzja WZ, wizja terenowa, ewidencja — kosztuje w dokumencie pół strony, a potrafi oszczędzić całą rundę wezwania do uzupełnienia.
Zasada przeważającego rodzaju terenu
Art. 114 ust. 2, stosowany odpowiednio przez art. 115 ust. 3, każe przy zbiegu kwalifikacji przyjąć dopuszczalne poziomy jak dla przeważającego rodzaju terenu. W tej sprawie „przeważający” oznaczało przemysłowo-usługowy, mimo obecności pojedynczych zamieszkanych budynków. Pojedynczy dom w morzu terenu przemysłowego nie przesuwa kwalifikacji całego obszaru — ale też, co trzeba powiedzieć wyraźnie, nie zwalnia z analizy oddziaływania na ten konkretny obiekt, jeżeli jest on legalny.
Wariant konserwatywny nadal obowiązuje
W dokumentacji środowiskowej dla planowanego przedsięwzięcia nie doradzam pomijania faktycznie zamieszkanych obiektów tylko dlatego, że ich status prawny budzi wątpliwości. Ustalenie legalności zabudowy to kompetencja organów nadzoru budowlanego, nie autora raportu. Rozsądne rozwiązanie polega na policzeniu obu wariantów: kwalifikacji formalnej i kwalifikacji ostrożnościowej uwzględniającej obiekty o niejasnym statusie. Jeżeli przedsięwzięcie dotrzymuje standardów w wariancie ostrożnościowym, temat znika. Jeżeli nie — problem lepiej ujawnić w dokumentacji niż odkryć po uruchomieniu instalacji.
Due diligence lokalizacyjne
Dla inwestora rozważającego zakup terenu przemysłowego w sąsiedztwie osiedla poprzemysłowego wyrok jest realnym argumentem, ale argumentem, który wymaga dowodów: historii decyzji o pozwoleniu na budowę, decyzji o zmianie sposobu użytkowania, wypisów z rejestru gruntów, dokumentacji archiwalnej zakładu. Bez tego jest to tylko teza z bloga.
Szesnaście lat, czyli druga lekcja z tej sprawy
Merytoryczna teza NSA przyćmiewa drugi wątek, który dla praktyka jest równie pouczający: to postępowanie nie powinno trwać szesnastu lat.
Prześledźmy oś czasu. Wniosek o interwencję — 2010 r. Pomiary WIOŚ i pierwsza decyzja ustalająca dopuszczalny poziom hałasu — październik 2010 r. Uchylenie przez SKO i przekazanie do ponownego rozpatrzenia. Zawieszenie postępowania w kwietniu 2011 r. do czasu uchwalenia planu miejscowego, który miał powstać „na początku 2012 r.”. Plan uchwalono w grudniu 2013 r. — i objął działkę w 37%, w części przeznaczonej pod drogi publiczne. Analiza faktycznego zagospodarowania — kwiecień 2020 r. Umorzenie — październik 2021 r.
Zawieszenie postępowania w oczekiwaniu na akt planistyczny jest w tego typu sprawach rozwiązaniem kuszącym, bo plan rzeczywiście przesądza kwalifikację terenu. Problem w tym, że uchwalenie planu miejscowego nie jest zagadnieniem wstępnym w rozumieniu art. 97 § 1 pkt 4 k.p.a. — organ planistyczny nie rozstrzyga tu żadnej kwestii prejudycjalnej, tylko wykonuje własną kompetencję prawotwórczą, w nieokreślonym terminie i bez gwarancji, że w ogóle obejmie sporny teren. Dokładnie to się zresztą wydarzyło: po dwóch i pół roku oczekiwania plan objął fragment działki nieprzydatny dla rozstrzygnięcia sprawy, a organ i tak musiał wrócić do trybu z art. 115 ust. 3.
Wniosek dla stron takich postępowań jest bardzo praktyczny. Jeżeli organ zawiesza sprawę hałasową „do czasu uchwalenia planu”, warto to postanowienie zaskarżyć w terminie — w tej sprawie zażalenie skarżącej odrzucono właśnie z powodu uchybienia terminowi. Alternatywnie pozostaje ponaglenie w trybie art. 37 k.p.a. i skarga na bezczynność. Bierne czekanie na plan miejscowy kosztowało tu dekadę, a stan faktyczny w tym czasie utrwalił się na niekorzyść skarżącej: im dłużej zakład działał legalnie w otoczeniu przemysłowym, tym mocniejszy stawał się argument o pierwszeństwie jego działalności.
Trzy perspektywy: zakład, mieszkaniec, organ
Ten sam wyrok czyta się zupełnie inaczej z każdej z trzech stron postępowania hałasowego.

Z perspektywy zakładu
Orzeczenie daje przedsiębiorcy realne narzędzie obrony, ale nie jest to tarcza uniwersalna. Skuteczny argument wymaga wykazania trzech rzeczy: że zakład dysponuje kompletem wymaganych zezwoleń, że teren oddziaływania ma przeważający charakter inny niż wymieniony w art. 113 ust. 2 pkt 1, oraz że konkretne obiekty zgłaszające uciążliwość nie mają statusu zabudowy mieszkaniowej potwierdzonego aktem stosowania prawa. Trzeciego elementu nie da się udowodnić opinią akustyczną — potrzebne są dokumenty z archiwum organu architektoniczno-budowlanego. Warto je zebrać zawczasu, a nie dopiero po pierwszej skardze sąsiada.
Z perspektywy mieszkańca
Wyrok jest ostrzeżeniem, które wykracza poza prawo ochrony środowiska. Zakup obiektu poprzemysłowego z zamiarem zamieszkania w nim bez przeprowadzenia zmiany sposobu użytkowania oznacza brak ochrony akustycznej — niezależnie od tego, co znalazło się w akcie notarialnym i jak długo trwa faktyczne zamieszkiwanie. Klauzula umowna o przeznaczeniu usługowo-mieszkaniowym nie zastępuje decyzji administracyjnej i NSA powiedział to wprost. Kolejność działań jest odwrotna niż intuicyjna: najpierw zmiana sposobu użytkowania, potem przeprowadzka, dopiero potem ewentualny spór o hałas.
Z perspektywy organu
Starosta prowadzący postępowanie z art. 115a przy braku planu miejscowego musi udokumentować dwie odrębne rzeczy: zasięg oddziaływania zakładu oraz kwalifikację akustyczną terenów w tym zasięgu. Pierwsza opiera się na pomiarach — najbezpieczniej wykonanych lub zweryfikowanych przez podmiot akredytowany. Druga wymaga zestawienia stanu faktycznego ze stanem prawnym każdej istotnej nieruchomości. Uzasadnienie decyzji powinno wskazywać, dlaczego do analizy przyjęto akurat te działki; w tej sprawie organ obronił się odesłaniem do ustaleń WIOŚ, ale było to obronienie się z pozycji dość wąskiej i przy zarzucie sformułowanym ogólnikowo.
Czego wyrok nie rozstrzyga
Uczciwość wobec czytelnika wymaga wyliczenia granic tego orzeczenia.
Nie rozstrzyga, czy zabudowa mieszkaniowa powstała legalnie po uruchomieniu zakładu korzysta z ochrony akustycznej. Sąd wypowiedział się o tym niejako na marginesie, w sprawie, w której zabudowa była nielegalna.
Nie rozstrzyga sytuacji, w której zabudowa mieszkaniowa jest legalna, ale objęta planem miejscowym o funkcji przemysłowej — tam zastosowanie ma art. 115, a nie tryb oceny faktycznego zagospodarowania z art. 115 ust. 3.
Nie zamyka drogi cywilnej. Umorzenie postępowania administracyjnego nie oznacza, że emisja hałasu jest zgodna z prawem cywilnym; roszczenia z art. 323 Prawa ochrony środowiska oraz z art. 144 i art. 222 § 2 Kodeksu cywilnego pozostają otwarte, a sąd powszechny nie jest związany kwalifikacją akustyczną przyjętą przez starostę.
Nie wypowiada się o odpowiedzialności gminy, która sprzedała nabywcom obiekty poprzemysłowe z klauzulą o przeznaczeniu usługowo-mieszkaniowym, a następnie odmówiła zmiany sposobu użytkowania. Ten wątek przewija się przez uzasadnienie i pozostaje bez rozstrzygnięcia — moim zdaniem niesłusznie, bo to właśnie tam leży źródło całego sporu.
Na koniec drobiazg proceduralny, który warto zapamiętać: NSA oddalił wniosek uczestnika — spółki prowadzącej zakład — o zwrot kosztów postępowania kasacyjnego, wskazując, że art. 204 Prawa o postępowaniu przed sądami administracyjnymi takiej możliwości nie przewiduje. W razie oddalenia skargi kasacyjnej od wyroku oddalającego skargę zwrot kosztów przysługuje wyłącznie organowi. Uczestnik postępowania, choćby wygrał sprawę merytorycznie, kosztów zastępstwa procesowego nie odzyska.
Podsumowanie
Wyrok NSA z 21 kwietnia 2026 r. porządkuje kwestię, która przez lata rozstrzygana była w orzecznictwie niejednolicie: „faktyczne zagospodarowanie terenu” z art. 113 ust. 2 pkt 1 Prawa ochrony środowiska nie oznacza samego stanu widocznego na gruncie, lecz stan zagospodarowania mający oparcie w aktach stosowania prawa. Samowolna adaptacja obiektu poprzemysłowego na cele mieszkalne nie tworzy terenu chronionego akustycznie i nie uzasadnia wydania decyzji o dopuszczalnym poziomie hałasu.
Jednocześnie sąd dołożył kryterium pierwszeństwa czasowego, którego w ustawie nie ma, i to właśnie ten fragment będzie w najbliższych latach przedmiotem sporu. Warto go znać — po obu stronach postępowania.
A dla nas, przygotowujących dokumentację, wniosek jest prozaiczny i kosztowny w realizacji: kwalifikacja akustyczna terenu przy braku planu miejscowego to praca dokumentacyjna, nie tylko terenowa. Ortofotomapa pokazuje dach. Nie pokazuje, czy pod tym dachem ktoś mieszka zgodnie z prawem.
Masz wątpliwość, jak zakwalifikować akustycznie teren bez planu miejscowego albo jak udokumentować status zabudowy w sąsiedztwie planowanej inwestycji? Skontaktuj się — przygotowuję analizy akustyczne i dokumentację środowiskową, także w sprawach spornych i sądowych.
Źródła i przepisy
- Wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 21 kwietnia 2026 r., sygn. akt III OSK 1790/23 (orzeczenie prawomocne, LEX nr 4086275)
- Wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego we Wrocławiu z 24 stycznia 2023 r., sygn. akt II SA/Wr 106/22
- Decyzja Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Wałbrzychu z 1 grudnia 2021 r., nr SKO 4131/43/2021
- Ustawa z dnia 27 kwietnia 2001 r. — Prawo ochrony środowiska (art. 112–115a, art. 323)
- Rozporządzenie Ministra Środowiska z dnia 14 czerwca 2007 r. w sprawie dopuszczalnych poziomów hałasu w środowisku
- Centralna Baza Orzeczeń Sądów Administracyjnych (CBOSA) — pełne teksty orzeczeń
- Internetowy System Aktów Prawnych (ISAP)


